fbpx

Zanim przyjdą na świat, już je kochamy.

Zanim poznamy płeć, już je akceptujemy.

Kiedy się rodzą chodzimy na paluszkach i wsłuchujemy się w każdy rodzaj płaczu, próbując nauczyć się ich języka.

Przez osiemnaście czy dwadzieścia parę lat zżywamy się z nimi tak mocno, że…ciężko nam sobie wyobrazić, że tak po prostu spakują się i odejdą. A przecież:

“Wasze dzieci nie są waszą własnością;

są synami i córkami samej mocy życia.

Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.

Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:

Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee

ponieważ one mają swoje idee.

Możecie dać dom ich ciałom,

ale nie ich duszom, ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,

którego wy nie możecie odwiedzać

nawet w waszych snach.

Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,

ale nie żądać, by byli podobni do Was,

ponieważ Życie się nie cofa,

ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.

Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,

jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;

Łucznik mierzy do celu na szlaku nieskończoności

i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,

żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.

Poddajcie się z radością rękom Łucznika,

ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,

i łuk, który pozostaje niewzruszony.”

 

Khalil Gibran „Prorok” 1923 r.