fbpx

Paradoks rodzicielstwa polega na tym, że kiedy dzieci są małe pragniemy ich szybkiego usamodzielnienia, a kiedy dorastają i sięgają po samodzielność bardzo zachłannie, zaczynamy się bać.

A strach to w świecie przyrody walka o przetrwanie. Ze strachu nic się nie rozwinie, za to może się przerodzić w walkę, ucieczkę albo zamrożenie.

Przyglądając się procesom w życiu rodzinnym zauważam etapy, które łatwo można porównać do starych gier komputerowych, „platformówek”. Bohater gry na pierwszym poziomie musi zorientować się w zasadach na tej platformie, z czego ma korzyści, a czego warto unikać. Kiedy zbierze wystarczająco dużo „energii” skacze na kolejny poziom. Na drugiej platformie znów traci trochę czasu, bo zasady są inne od tych, które zna, ale jak rozgryzie system, to ma czas na zebranie energii do kolejnego skoku. I gra się toczy od etapu do etapu. Podobnie jest w naszych rodzinach. Przybywa noworodek i kompletnie wywraca nam spokojne życie. Kiedy już się ogarniemy z opieką i mamy chwilę na zebranie energii, nasz maluch zaczyna naukę chodzenia. Świat wywraca się do góry nogami i musimy zwiększyć uważność oraz przemeblować dom. Inwestujemy w zabezpieczenia i czekamy z niecierpliwością na mniej chwiejne kroki. Kolejny etap – przedszkole. Następny – szkoła. Potem wybór kolejnych kroków edukacji. Wreszcie, wymarzona przez rodziców, wyprowadzka na swoje. Tak powinna wyglądać klasyczna „platformówka życia”. Z jakiegoś jednak powodu nie zawsze tak wygląda. W nasze rodzicielskie życie wkrada się na różnych etapach strach i zaczyna hamować rozwój dziecka w kierunku całkowitej samodzielności.

Czy wyobrażasz sobie, że kiedy twoje dziecko uczyło się chodzić – zabroniłbyś mu? Albo instruowałbyś je, jak ma stawiać nóżki, żeby się nie wywróciło? A może myślałbyś sobie: „ojej, przewróciło się, to już niech nie próbuje, widocznie nie nadaje się do chodzenia”? Otóż NIE!!! Ale kiedy jedzie na kolonie to oczekujesz, że będzie dzwonić codziennie. Kiedy słabiej się uczy – zaczynasz się uczyć za nie. Zamiast ufać więcej i więcej każdego dnia – dajesz nastolatkowi tylko śmieci w domu do wyniesienia i dziwisz się, że nie chce. Ten sam obowiązek ma od kilkunastu lat!!!

Prawdopodobnie boimy się samodzielności naszych dzieci, bo ona pachnie samotnością i bezużytecznością. A przecież zapraszając życie do naszego domu wiedzieliśmy, że ten „kosmita” kiedyś odleci na swoją planetę. Zacznij więc już dziś dbać o swoje umiejętności relacyjne ze wszystkimi wokół, przygotuj się, a nawet wyglądaj z utęsknieniem dnia, kiedy Twój dom opuści Twoje przygotowane do samodzielnego życia dziecko. Zanim to się stanie, poznaj 3 podstawowe kroki rodzica wspierającego samodzielność dziecka:

  1. Zaufanie – krok po kroku, dzień po dniu, więcej i więcej tego zaufania. W końcu dziś umie więcej niż wczoraj.
  2. Wiara – uwierz w Twoje dziecko mocniej niż ono wierzy w siebie.
  3. Pozwól upaść i pomóż wstać – mądrość ludowa mówi, że jeśli usuwasz spod nóg dziecka kamienie, to potknie się o piasek.

A jeśli jesteś na rodzinnym zakręcie i kompletnie nie wiesz co robić, bo strach Cię sparaliżował, to posłuchaj co mówi Miłość. Ona jest zawsze silniejsza od strachu